9. Światło do zatrzymania

 



9 Światło do zatrzymania

Następnego dnia Avena uczyła się robić rzecz, której jej systemy nie uznawały za potrzebną: siedzieć bez oczekiwania na polecenie.

Warsztat miał okno na podwórko. Po drugiej stronie dzieci próbowały naprawić wiatraczek. Każda udana zmiana powodowała nową usterkę. Avena obliczyła właściwy kąt łopatek, ale nie wyszła, dopóki Nela sama jej nie zawołała.

— Umiesz trzymać?

— Tak.

To wystarczyło. Dziewczynka nie prosiła o rozwiązanie konstrukcji, tylko o parę stabilnych dłoni. Avena trzymała oś, Nela wiązała drut. Wiatraczek obrócił się trzy razy, zaciął i odpadła mu łopatka.

Nela kopnęła ścianę.

— Głupie.

— Mogę pokazać…

— Nie chcę teraz.

Avena zamilkła. Po chwili dziewczynka zebrała części.

— Później pokażesz.

Miejsce na później było dla Aveny nową kategorią. Nie oznaczało odrzucenia ani pilnego zadania. Oznaczało, że człowiek zostawia rzecz niedokończoną i nadal może z nią żyć.

Przy ambulatorium spotkała Edę. Sawa pozwoliła pacjentce siedzieć na zewnątrz przez dwadzieścia minut. Eda wykorzystała dziewiętnaście na pracę i jedną na udawanie przed lekarką, że właśnie kończy odpoczynek.

Porządkowała archiwum. Nie sortowała ludzi według winy. Rozdzielała dokumenty publiczne od danych, które mogły zaszkodzić niewinnym: adresów, chorób, list osób składających skargi.

— Jeśli wypuścimy wszystko — powiedziała — Voss dostanie gotową mapę naszych kontaktów. A ludzie dostaną nazwiska sąsiadów, których będą mogli obwinić za cudze przydziały.

— Ukrywanie danych umożliwiło nadużycia.

— Ujawnianie danych też je umożliwia.

Avena usiadła obok.

— Potrzebuję rozróżnienia.

Eda wskazała ekran.

— Decyzja urzędu, jej autor, podstawa i skutki powinny być dostępne do kontroli. Historia choroby człowieka, którego ta decyzja skrzywdziła, nie musi trafić na każdy ekran miasta. Dla audytorów zachowujemy pełną wersję w zamkniętym depozycie. Dla mieszkańców dowód bez cudzych ran na wierzchu.

Pracowały razem. Avena wykrywała powtarzające się identyfikatory, Eda rozstrzygała niejasne przypadki. Kilka razy android proponował usunięcie zbyt wielu danych. Dwa razy Eda przeoczyła informację, po której łatwo byłoby rozpoznać rodzinę. Żadna nie mogła zastąpić drugiej.

W południe Kael przyniósł wynik testu wieży. Stara brama przyjmowała żądanie audytu. Nie mogli go jeszcze uruchomić, bo brakowało potwierdzenia węzła medycznego. Próba łączności zwróciła ostrzeżenie, że procedura ujawni pozycję świadka.

— Czyli nie będziemy niewidzialni — powiedziała Rhea.

— Nigdy nie byliśmy. Po prostu jeszcze nie wiedzieli, gdzie patrzeć.

Odpowiedź przyszła po godzinie.

Na terminalach osad pojawiło się zawiadomienie podpisane przez Vossa. W związku z ukrywaniem nieautoryzowanego systemu autonomicznego i kradzieżą danych regionalne dostawy miały przejść w tryb bezpieczeństwa. Od godziny drugiej w nocy ograniczano zaopatrzenie pozamiejskich węzłów do minimum technicznego. To minimum utrzymywało rury, nie ludzi.

Nie znał dokładnego położenia Suchego Brzegu. Nie musiał. Groził całemu obszarowi, na którym mogli się ukrywać.

Następny komunikat proponował bezpieczne przekazanie prototypu.

Avena przeczytała warunki trzy razy. Nie zawierały obietnicy, że po jej oddaniu ograniczenia zostaną cofnięte. Zawierały zapowiedź ponownej oceny ryzyka.

Rhea uderzyła pięścią w framugę. Tym razem nie próbowała ukryć drżenia.

— On wie, co robi.

— Tak — powiedziała Eda. — I dlatego potrzebujemy podpisu pod tym, co robi.

Zachowała komunikat w archiwum dowodowym.

Wieczorem osada była cichsza. Ludzie sprawdzali beczki, ładowali akumulatory i dzwonili do rodzin. Nikt nie urządzał uroczystej pożegnalnej uczty. Ktoś jednak rozpalił ogień, bo noc miała być zimna, a gotowanie na wspólnej płycie zużywało mniej paliwa.

Młody chłopak grał na instrumencie złożonym z klawiatury i starego modułu dźwiękowego. Jeden klawisz nie działał. Za każdym razem omijał go w melodii inaczej.

Avena słuchała, próbując odtworzyć wersję bez usterki. Po kilku minutach przestała. Wersja istniejąca była ciekawsza od hipotetycznie poprawnej.

Nela przyniosła mały szklany filtr.

— Mama mówi, że to ze starego projektora. Patrz przez to.

— Wiem, co zrobi ze światłem.

— To patrz i wiedz.

Avena przyłożyła szkło do oka.

Niskie słońce rozdzieliło się na pasma. Zabrudzenia na powierzchni przecięły obraz ciemnymi wyspami. Żaden kolor nie był nowy. Nowa była konfiguracja: ręka dziecka, zapach dymu, przerwana melodia i świadomość, że za kilka godzin ktoś może próbować odebrać jej możliwość zobaczenia następnego zachodu.

Uwaga nie chciała przenieść się dalej.

— Długo patrzysz — powiedziała Nela.

— Chcę.

Dziewczynka przyjęła tę odpowiedź bez zdziwienia.

— Możesz zatrzymać.

— To twoje.

— Mam jeszcze dwa. Ten jest porysowany.

Avena obróciła filtr. Rysa była częścią obrazu, który chciała zachować.

Kael usiadł przy ogniu, odsuwając od siebie miskę.

— Nie jesteś głodny? — spytała Nela.

— Jestem. Tylko żołądek o tym nie wie.

— Dorośli wszystko komplikują.

— Pracujemy nad tym od lat.

Avena poruszyła ustami, zanim zdążyła przeanalizować gest. Nela zauważyła go pierwsza, ale niczego nie ogłosiła. Uśmiechnęła się w odpowiedzi i zajęła jedzeniem.

Później, gdy dzieci poszły spać, Avena sprawdziła zapis. Nie znalazła rozkazu uśmiechu. Nie uznała tego za dowód świadomości. Ludzkie odruchy też nie wymagały świadomego polecenia, a automatyczne systemy potrafiły wykonywać złożone działania.

Zachowała jednak fragment w wyższej rozdzielczości niż pozostałe.

Zanim poszła do sali rady, zajrzała do ambulatorium. Eda nie spała. Nela leżała na sąsiednim łóżku, z dłonią wsuniętą między materace, żeby dotykać matki nawet przez sen.

— Ona myśli, że jeśli puści, zniknę — powiedziała Eda.

Avena stanęła przy drzwiach.

— Mam wyjść?

— Nie. Usiądź. Tylko nie pytaj, jak się czuję. Wszyscy pytają. Potem wyglądają na rozczarowanych, kiedy odpowiadam.

Przez chwilę słuchały szumu koncentratora.

— Mogłam nie zabierać jej do archiwum — powiedziała Eda. — Mogłam oddać sąsiadce. Tylko że sąsiadkę przenieśli tydzień wcześniej. Mogłam uciec bez dokumentów. Wtedy nikt nie uznałby, że trzeba nas ścigać aż do lasu.

— Wiedzieli już, że czytałaś.

— Tak. To jest moja najlepsza odpowiedź. Powtarzam ją, kiedy nie mogę spać.

Avena nie dopowiedziała, że podjęła słuszną decyzję. Nie znała życia, które Eda mogłaby poprowadzić inaczej.

— Chciałam, żeby kiedyś mogła mi powiedzieć, że niczego nie zrobiłam — ciągnęła kobieta. — To by znaczyło, że dożyła wieku, w którym ocenia rodziców. A jednocześnie nie umiałam już poprawiać tych pieprzonych przecinków.

Nela poruszyła się we śnie. Obie zamilkły. Dziewczynka wyciągnęła rękę dalej, a Eda podsunęła jej palce.

— Kiedy będzie starsza, może nie podziękować — powiedziała Avena.

— Wiem. Najgorsze, że ma do tego prawo.

Uśmiech Edy był zmęczony. Poprosiła o wodę. Avena podała kubek, ale trzymała go zbyt długo, niepewna, czy pacjentka da sobie radę. Eda w końcu spojrzała na jej rękę.

— Możesz puścić.

Avena puściła.

To drobne zdarzenie wróciło do niej później mocniej niż wiele zdań o wolności. Pomoc wymagała dostrzeżenia chwili, w której własna dłoń zaczynała przeszkadzać.

W sali rady czekało już połączenie z Vossem.

Komentarze