8. Wśród wolnych
8 Wśród wolnych
Suchy Brzeg przywitał ich sporem o kurę.
Kura należała do człowieka, który twierdził, że zwierzę nie rozumie granic działek. Grządki należały do kobiety, która rozumiała je bardzo dobrze. Oboje zastąpili drogę transportowi, zanim zobaczyli zakrwawiony koc.
Wtedy kłótnia urwała się natychmiast.
Ktoś pobiegł po nosze. Ktoś inny otworzył warsztat. Kobieta od grządek wzięła Nelę za rękę i zapytała, czy jadła. W ciągu minuty osada zrobiła dla nich więcej niż cały korytarz w Archiwum.
Avena zauważyła też, że nikt nie zapisał, kto ma potem posprzątać.
Suchy Brzeg był zbudowany wokół dawnej stacji uzdatniania, której główne instalacje nie działały od pół wieku. W zbiornikach hodowano ryby. W hali filtrów znajdowała się szkoła, ambulatorium i sala zebrań. Na ścianie wisiało pięć zegarów, z których każdy pokazywał inną godzinę.
— Ten trzeci jest dobry — powiedział Kael.
— Nie jest — odezwała się przechodząca kobieta. — Od wtorku drugi.
Avena postanowiła zachować własny czas.
Eda trafiła pod opiekę lekarki o imieniu Sawa. Rana wymagała oczyszczenia i antybiotyku; gorączka rosła, ale nie było oznak, że zabieg w laboratorium się nie powiódł. Sawa zakazała jej wstawania. Eda zażądała terminala. Zawarły umowę, według której terminal mógł stać przy łóżku, o ile pacjentka przestanie udawać, że siedzenie nie jest wysiłkiem.
Kael zajął się barkiem Aveny. Zapytał, czy chce wyłączyć czucie w kończynie. Nie miała pewności, co dokładnie wyłączy, więc odmówiła.
— Możesz przerwać w każdej chwili — powiedział.
— Ty też.
Zaskoczyło go to bardziej niż świecąca tkanka pod otwartą osłoną.
W środku nie było ludzkiej krwi. Był płyn chłodzący, wiązki włókien i jasna struktura, której nie znał. Kael nie udawał, że rozumie wszystko. Wymienił stabilizator, naprawił dwa uszkodzone przewody i usztywnił pęknięte mocowanie. Przy ruchu powyżej wysokości ramienia nadal pojawiał się alarm.
Do warsztatu zajrzał mężczyzna z kołem rowerowym pod pachą. Nazywał się Olek i uważał, że każdy gość powinien dostać herbatę, nawet jeżeli wstępne oględziny sugerują, że nie posiada przewodu pokarmowego. Zapytał Avenę, czy umie jeździć na rowerze.
— Mam odpowiedni model ruchu — odpowiedziała.
— Czyli nie umiesz. Kael też miał model, kiedy ostatnio wpadł do rowu.
— Było ciemno — zaprotestował technik.
— W rowie również.
Olek postawił koło przy ścianie i pomógł przytrzymać osłonę ramienia. Nie przyglądał się odsłoniętym mechanizmom z nabożeństwem. Szukał miejsca, w którym da się bezpiecznie oprzeć palce.
— Jutro pokażę ci drogę nad zbiornikiem — powiedział do Aveny. — Tam jest płasko. Jak spadniesz, najwyżej obrazi się trawa.
— Nie powinnam obciążać barku.
— To pojutrze. Mamy czas.
Podał Kaelowi małe radio. Odbierało jedną stację i gubiło ją przy każdym dotknięciu obudowy. Technik obiecał zajrzeć do środka, kiedy skończy naprawę Aveny.
— Tylko go nie ulepszaj — zastrzegł Olek. — Lubię tę stację.
Wyszedł, zostawiając koło i kubki. Avena zapisała propozycję nauki jazdy. W jej kalendarzu nie istniało wcześniej żadne zdarzenie, które miało być przyjemne, niekonieczne i odłożone na dzień, którego nikt nie potrafił zagwarantować.
— Nie zrobisz z tego nowej ręki — powiedziała Avena, widząc, jak przygląda się pracy.
— Wiem.
— To dlaczego jesteś niezadowolony?
— Bo wiem również, jak powinna działać dobra naprawa.
Zebrała tę odpowiedź razem z innymi ludzkimi sprzecznościami, które mogły się okazać użyteczne.
Wieczorem rada osady zebrała się w hali. Nie wszyscy byli rebeliantami. Większość zajmowała się filtrami, uprawą i dziećmi. Ludzie słuchali Rhei, ponieważ umiała ich bronić. Nie oznaczało to, że zgadzali się oddać jej wszystkie decyzje.
Bren, dowódca grupy wypadowej, przyszedł spóźniony. Miał oparzenie na szyi, uśmiech łatwiejszy od Rhei i zwyczaj stawania tak, żeby wszyscy musieli podnieść głowę.
— Podobno przyprowadziłaś wyłącznik — powiedział.
Avena siedziała przy stole. Podniosła wzrok.
— Przyprowadziłam osobę, która nam pomogła — odpowiedziała Rhea.
Słowo zawisło między nimi. Avena nie wiedziała, czy Rhea użyła go z przekonania, czy przeciw Brenowi. Obie możliwości miały znaczenie.
Kael pokazał dokumenty. Eda zabrała głos przez terminal z ambulatorium, poprawiając daty i nazwy. Gdy ktoś zaczął mówić o „dowodzie wszystkich zbrodni”, przerwała mu.
— Dowodzie konkretnych zmian. Nie dopisujcie do niego więcej, bo ułatwicie im podważenie całości.
Bren nie lubił tego ograniczenia.
— Ludzie wiedzą, co im zrobiono.
— Wiedzą. To nie znaczy, że każdy dokument dowodzi każdej rzeczy.
Rozmowa przeszła na ŁAD. Kael tłumaczył zależności infrastruktury, Mira połączyła się ze stacji pomp i potwierdziła możliwości starej bramy. Ktoś zapytał, czy po ujawnieniu danych Meridian po prostu aresztuje operatorów. Ktoś inny chciał wiedzieć, kto zastąpi centrum, jeśli cała sieć się rozpadnie.
Bren wskazał na Avenę.
— Ona. Skoro umie tyle, niech zrobi to za nas.
W sali zrobiło się ciszej. Nie dlatego, że propozycja była absurdalna. Właśnie dlatego, że zabrzmiała kusząco.
Avena przeliczyła zakres nieznanych danych. Nie miała planów całego miasta, zasobów obliczeniowych ŁAD-u ani jego czujników. Nawet gdyby otrzymała te rzeczy, pozostałoby pytanie o prawo do ich użycia.
— Nie umiem — powiedziała.
— To się nauczysz.
— Kto poniesie koszt mojej nauki?
— Już go ponosimy. Każdego dnia.
Nie mogła mu odpowiedzieć, że się myli.
Rhea oparła dłonie na stole.
— Awaryjne zatrzymanie zostaje na stole jako ostateczność.
Kael spojrzał na nią z niepokojem. Avena zrobiła coś, czego wcześniej nie planowała: odsunęła krzesło i wstała.
— Mój udział nie został uzgodniony.
Bren parsknął.
— Doktor stworzył cię właśnie po to.
— Doktor nie jest tutaj.
— A gdyby był?
Avena spojrzała na ludzi, którzy czekali, aż rozstrzygnie coś, czego sama nie rozumiała. Świadomość, własność, wdzięczność za uruchomienie. Mogła spędzić przy tych pytaniach lata. Potrzebowała zasady użytecznej teraz.
— Musiałby mnie zapytać.
Sawa, stojąca z tyłu sali, kiwnęła głową. Nikt nie wygłosił przemowy o duszy maszyn. Starszy ogrodnik zapytał tylko, czy w takim razie nie można głosować nad użyciem Aveny jak nad użyciem agregatu.
— Można głosować nad tym, o co ją prosimy — odpowiedziała Eda z ekranu. — Odpowiedź należy do niej.
Rhea zamknęła oczy na chwilę. Kiedy je otworzyła, wyglądała na starszą.
— Dobrze. O co więc możemy prosić?
— O pomoc w uruchomieniu audytu. Jeśli operatorzy zgodzą się uczestniczyć. Jeśli dane cywilów nie zostaną opublikowane bez potrzeby. I jeśli nikt nie będzie nazywał mnie waszą własnością.
Bren wyszedł przed końcem zebrania.
Nie było jednomyślności. Było osiem głosów za przygotowaniem audytu, trzy przeciw i dwa wstrzymujące się. Avena nie dostała prawa głosu w radzie osady, której nie była mieszkanką. Dostała prawo odmowy udziału.
Różnica wydała jej się rozsądna.
Po zebraniu Rhea odprowadziła ją do warsztatu.
— Nie jesteś jedną z nas — powiedziała, bez wcześniejszej złości.
— Wiem.
— To czasem ułatwia ci mówienie.
— Tak — odpowiedziała Avena. — I czasem utrudnia zrozumienie.
Rhea skinęła głową. Na więcej tego wieczoru żadnej z nich nie było stać.


Komentarze
Prześlij komentarz