7. Miasto na kroplówce
7 Miasto na kroplówce
Eda odzyskała pełną przytomność w chwili, gdy Rhea przekonywała Szyma, że ranna wytrzyma transport.
— Możecie zapytać ranną — powiedziała.
Głos miała suchy i cichy. Mimo to wszyscy zamilkli.
Nela wstała tak szybko, że przewróciła kubek. Eda przytrzymała jej rękę, zanim dziewczynka zaczęła zbierać odłamki. Przez chwilę tylko na siebie patrzyły. Potem Nela rozpłakała się ze złości.
— Mówiłaś, że wyjdziemy po pracy.
— Wyszłyśmy.
— Nie tak!
— Wiem.
Eda nie powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Córka była już za duża na tak łatwe pocieszenie, a ona zbyt zmęczona, żeby je udźwignąć.
Zapytała o nośnik, drogę i kobietę siedzącą nieruchomo przy drzwiach. Kiedy dowiedziała się, że Avena pomagała przy zabiegu, skinęła jej głową.
— Dziękuję.
— Główną pracę wykonała Rhea.
— Jej też podziękuję. Nie musicie dzielić tego jak przydziału wody.
Avena przesunęła tę wypowiedź do zbioru rzeczy wymagających późniejszego zrozumienia.
Szym nie mógł ich zatrzymać. O świcie lokalna stacja dostaw dostała żądanie zgłoszenia osób korzystających z pomocy medycznej. Nie podał nazwisk, lecz odmowa sama w sobie była informacją. Dron przywiózł mu leki i odleciał bez zwykłego potwierdzenia odbioru. To niepokoiło go bardziej niż otwarte groźby.
Przed wyjazdem wsunął do kieszeni Neli dwie twarde gruszki.
— Nie mów pomidorom.
Dziewczynka objęła go w pasie. Udawał, że szuka czegoś na półce.
Do Suchego Brzegu prowadził nasyp i kładka nad kanałem. Rhea wybrała dłuższą drogę przez osadę serwisową. Potrzebowali części do wózka i miejsca, w którym Eda mogłaby przez kwadrans leżeć bez wstrząsów. Szym dał im mały pojazd ogrodniczy. Silnik buczał, a akumulator wystarczał na kilkanaście kilometrów, jeśli nikt nie oczekiwał od niego prędkości.
Avena szła obok. Lewy bark unieruchomiono pasem. Kael znalazł zamiennik stabilizatora w starym zasilaczu szklarni, ale pasował tylko po przeróbce, a naprawa wymagała suchego warsztatu. Do tego czasu musiała ograniczać pobór mocy.
W dzień las wyglądał mniej tajemniczo. Był pełen połamanych gałęzi, komarów i odpadów niesionych przez wodę. Piękno, które rozpoznawała w jego strukturze, nie usuwało zapachu gnijącej torby przy ścieżce. Zapisywała oba.
Nela szła chwilami obok niej, chwilami wdrapywała się na pojazd. Po godzinie zapytała:
— Nie bolą cię nogi?
— Nie w sposób, który potrafiłabym porównać z twoim.
— Możesz po prostu powiedzieć nie.
— Nie.
— Szczęściara.
Avena nie była pewna. Brak bólu nie chronił przed zużyciem. W jednym kolanie znajdował się piasek, który musiała usunąć, zanim zatrze łożysko. Ludzkie skargi czasem pełniły rolę przydatnych alarmów.
Osada przy stacji pomp nie miała murów. Domy stały w dwóch rzędach, otoczone ogródkami. Przed jednym starszy człowiek siedział w cieniu, połączony cienkim przewodem z aparatem. Na jego kolanach spał kot o jednym uchu.
Kobieta naprawiająca siatkę ogrodzenia rozpoznała Rheę.
— Broń do torby — powiedziała. — Tu są dzieci.
— Jest zabezpieczona.
— Mówiłam o tym, co widać.
Rhea schowała karabin pod kocem.
Kobieta nazywała się Mira i pracowała przy membranach oczyszczalni. Pozwoliła im wjechać na podwórko, ale kiedy zobaczyła twarz Edy, poszła po własny zestaw medyczny bez dalszych pytań.
Kael patrzył na przyłącze aparatu starszego człowieka.
— Macie zasilanie z rezerwy?
— Trzy godziny. Potem agregat sąsiada, o ile ma paliwo. Potem modlitwa, z której ojciec korzysta niechętnie.
Starzec uniósł palec.
— Zależy do kogo.
Mira uśmiechnęła się, lecz tylko przez moment.
— Słyszałam wasze audycje — powiedziała do Rhei. — O odłączeniu miasta.
— Nie moje.
— Wasze głosy brzmią podobnie, kiedy obiecujecie, że będzie bolało tylko chwilę.
Rhea oparła ręce na biodrach.
— A czyj głos słyszysz, kiedy odrzucają twoje odwołanie?
— Żaden. To nie znaczy, że chcę przestać słyszeć oddech ojca.
Eda poprosiła, żeby podnieść jej oparcie. Wyjęła z torby nośnik.
— Nie przyszliśmy wyłączać pomp. Chcemy, żebyście mogli kwestionować przydziały.
Mira spojrzała na nią z ostrożnością kogoś, kto słyszał już wiele odmian tego zdania.
— I jak się to robi?
Kael rozłożył schemat ze Splotu. Tym razem zaczął od ograniczeń. Stara procedura wymagała trzech niezależnych punktów: świadka w wieży audytowej, operatora stacji zaopatrzenia i przedstawiciela odbiorców w węźle medycznym. Przez dwanaście godzin można było zabezpieczyć podstawowe dostawy, ujawnić podpisy oraz poddać regionalną zmianę kontroli lokalnemu zatwierdzeniu.
Nie były to wybory całego miasta. Był to bezpiecznik, zaprojektowany po to, żeby władza nie mogła ukarać ludzi odcięciem wody za samo złożenie skargi.
— Ta procedura jeszcze działa? — zapytała Mira.
— Część jest zaszyta w starszych sterownikach. Meridian dopisał nad nią własne uprawnienia, ale nie wymienił całej infrastruktury.
— Oczywiście, że nie. Wymiana kosztuje.
Po raz pierwszy brzmiała zainteresowana.
Avena dotknęła obudowy bramy serwisowej, dopiero gdy Mira pozwoliła. Czytnik rozpoznał stary format jej certyfikatu. Nie udzielił pełnego dostępu. Wyświetlił trzy brakujące potwierdzenia.
To wystarczyło, żeby dowieść, że schemat nie jest jedynie historią.
— Mogę zorganizować operatorów — powiedziała Mira. — Nie obiecuję zgody. Obiecuję, że wysłuchają.
Rhea otworzyła usta, lecz Eda powstrzymała ją spojrzeniem.
— To dużo — powiedziała archiwistka.
Mira podeszła do ojca i poprawiła przewód. Rozmawiali szeptem. Mężczyzna pokręcił głową, potem przywołał Avenę.
— Ty jesteś tą nową maszyną?
— Najprawdopodobniej jestem dość stara.
— Ja też. Ludzie mylą to z mądrością. Nie korzystaj za bardzo.
Pokazał jej kota.
— Wiesz, dlaczego siedzi akurat na mnie?
Avena miała kilka odpowiedzi: ciepło, stabilność, znajomość zapachu, nawyk. Zanim wybrała, starzec dodał:
— Bo nie mogę wstać i go zrzucić. Miłość bywa praktyczna.
Zaśmiał się, potem zaczął kaszleć. Mira odruchowo sprawdziła aparat. Avena zobaczyła jednocześnie żart i całą sieć pracy koniecznej, żeby ten człowiek mógł go wypowiedzieć.
Kiedy odjeżdżali, Rhea została na chwilę przy bramie.
— Nie chcę, żeby twój ojciec umarł — powiedziała.
— Wiem — odpowiedziała Mira. — Dlatego mówię ci, jak mogłoby do tego dojść.
Rhea szła za pojazdem przez długi czas w milczeniu.

Komentarze
Prześlij komentarz