6. Siedem pustych miejsc
6 Siedem pustych miejsc
Schowali się w szklarni, której szyby zastąpiono folią. Jej właściciel, stary człowiek o imieniu Szym, wpuścił ich po rozpoznaniu Rhei, ale kazał zostawić broń w przedsionku.
— Nie mogę — odpowiedziała.
— To nie wchodzisz.
Mierzyli się wzrokiem przez kilka sekund. Potem Rhea odpięła pas i położyła go na ziemi.
Avena przyglądała się temu z zainteresowaniem. Człowiek bez broni zdołał zatrzymać uzbrojoną kobietę, ponieważ posiadał coś, czego potrzebowała. Układ sił nie zależał wyłącznie od możliwości zadawania szkód.
Szym zobaczył jej oczy.
— A ta świeci z jakiego powodu?
— Z powodu konstrukcji — odparła.
— To niech świeci ciszej. Pomidory też muszą spać.
Przygasła. Mężczyzna uznał sprawę za załatwioną.
Eda dostała łóżko w magazynie. Szym miał używany koncentrator tlenu i medyczny terminal, przez który zasięgnął rady znajomej lekarki. Kamera pokazała tylko ranę, żadnych twarzy. Rhea nie protestowała, kiedy lekarka poprawiła sposób mocowania opatrunku. Umiała rozpoznawać ludzi, którzy wiedzieli więcej.
Kael tymczasem otworzył nośnik wyjęty w Splocie. Zabrał go, zanim ruszyli do tunelu: obudowa archiwum znajdowała się obok rozdzielni, miała mechaniczny zatrzask i napis wskazujący, że dane należą do użytkownika AVENA. Nie zdążył spytać właścicielki o pozwolenie.
Zrobił to teraz.
— Możesz chcieć przeczytać sama.
Avena długo patrzyła na mały przedmiot. Jeśli znajdowała się w nim jej przeszłość, nie różnił się wyglądem od pudełka z uszczelkami.
— Czy możecie zostać?
Nela spała przy matce. Szym wyszedł doglądać pieca. Rhea i Kael usiedli po dwóch stronach ekranu.
Pierwszy plik był nagraniem.
Starszy mężczyzna poprawił ustawienie kamery. Zrobił to dwa razy, z rosnącym rozdrażnieniem. Za nim widniała sala Aveny, jeszcze bez pęknięć w ścianach.
— Zostawiam to bez montażu — powiedział. — Jeśli spróbuję zabrzmieć mądrzej, niż jestem, pewnie znowu nie skończę.
Nazywał się Iwo Rian. Nagranie miało datę 2171.
Nie zwracał się do niej jak do córki. To przyszło później, w jednym potknięciu języka, którego nie poprawił. Na początku opisywał urządzenie, prawa dostępu i powody umieszczenia autonomicznego świadka w ciele.
— Instancję działającą wyłącznie w centrum danych można zatrzymać razem z serwerem. Można jej podmienić środowisko i wmawiać, że nadal obserwuje rzeczywistość. Ciebie też można oszukać. Chciałem tylko, żeby wymagało to więcej wysiłku.
Rian odwrócił wzrok ku komuś poza kadrem. Nikogo nie było słychać.
— Nie jesteś zabezpieczeniem nieomylnym. Zabezpieczenia nieomylne istnieją głównie w przemówieniach ludzi, którzy je sprzedają.
Rhea skrzyżowała ręce.
— Do rzeczy, doktorze.
Nagranie, oczywiście, nie posłuchało.
Rian opowiadał o roku 2135. Trzech kolejnych nieudanych zbiorach. Epidemii po powodziach. Komitetach, które nie mogły uzgodnić, czyje pociągi mają pierwszeństwo, kiedy na obu końcach torów czekali ludzie. ŁAD połączył prognozowanie z logistyką i dostał mandat na siedemdziesiąt dwie godziny.
— Przedłużyliśmy go — powiedział. — Potem jeszcze raz. Za każdym razem istniał dobry powód. Ja podpisywałem uzasadnienia.
Na ekranie pojawiły się dokumenty. Kael zatrzymał obraz przy jednym z nich. Podpis Riana znajdował się obok listy wyłączonych uprawnień obywatelskich.
— Twój twórca — powiedziała Rhea.
Avena nie odpowiedziała. Słowo nie mieściło w sobie tego, co widziała. Konstruktor, urzędnik, świadek, sprawca. Jedna twarz nie wymagała jednej kategorii.
Dalsza część była techniczna. ŁAD nie stanowił pojedynczego umysłu ukrytego w wieży. Był rodziną systemów, które wymieniały dane i respektowały wspólne podpisy. Lokalne sterowniki potrafiły utrzymać pompę czy respirator bez centrali. Nie mogły samodzielnie zmieniać przydziałów ani przyjmować odwołań, jeśli nadrzędna warstwa klasyfikowała odbiorcę jako nieuprawnionego.
Splot miał być niezależnym świadkiem takich sporów. Avena posiadała certyfikat pozwalający zażądać ujawnienia podstaw decyzji i czasowo zablokować odwet wobec odwołujących się. Nie mogła rozkazywać każdemu urządzeniu. Musiała fizycznie dotrzeć do starej bramy i przedstawić prawidłowy dowód nadużycia.
— A wyłączenie? — zapytała Rhea.
Kael przewinął schemat.
— Jest procedura awaryjna.
— Czyli możemy.
— Możemy zatrzymać wymianę zleceń. To nie to samo co uwolnić ludzi. Zapasy leków, kolejność transportów, uzdatnianie, paliwo dla rezerw… po kilku godzinach lokalna automatyka zacznie przegrywać z brakiem dostaw.
Rhea patrzyła na plan. Nie powiedziała, że to nie ma znaczenia. Powiedziała:
— Tak samo tłumaczyli nam, dlaczego niczego nie wolno ruszać.
To również było prawdą.
W ostatniej części nagrania Rian zamilkł na długo. Kamera zarejestrowała, jak odkłada okulary.
— Jeśli kiedyś uznasz, że moje zamiary dają mi do ciebie szczególne prawo, obejrzyj moje podpisy. Nie zostawiam ci zadania, które usprawiedliwi wszystko. Zostawiam ci narzędzia. Przepraszam, że nie umiałem rozdzielić tych dwóch rzeczy wcześniej.
Nagranie się skończyło.
Avena nie poczuła odzyskanego wspomnienia. Rozpoznała twarz tak samo, jak mogłaby rozpoznać człowieka z podręcznika. Gdyby miała płakać, nie wiedziała, z jakiego powodu: po nim, po sobie czy po obietnicy, że ujrzenie twórcy powinno coś wyjaśnić.
Kael otworzył rejestr sprzętu.
Siedem inicjalizacji poprzedzało obecną. Lata 2156, 2160, 2164, 2172, 2178, 2183 i 2189. Przy każdej istniały odsyłacze do nieobecnych plików. Daty nie oznaczały koniecznie siedmiu żyć. Mogły oznaczać serwis, przerwy, awarie. Nie wolno było jeszcze wiedzieć więcej, niż wynikało z zapisu.
Przy ostatniej pozycji widniało: ZAKRES USUNIĘCIA ZATWIERDZONY LOKALNIE.
— Kto zatwierdził? — zapytała.
— Podpis jest w osobnym archiwum.
— Meridian?
— Nie wiem.
Przez folię szklarni przesączał się świt. Avena zapisała rozmowę i sprawdziła jej poprawność. Kael zauważył, co robi.
— Nie stracisz tego przez zwykłe zmęczenie.
— Nie znam jeszcze różnicy między zwykłym a niezwykłym.
Rhea poszła sprawdzić Edę. Kael został i przypadkiem otworzył dokument z własnym identyfikatorem. Avena zobaczyła, jak próbuje go zamknąć.
— To twój podpis.
— Tak.
— Pod czym?
Usiadł na skrzynce, która ugięła się z trzaskiem.
— Pod zmianą sposobu rozpatrywania odwołań. Wydłużała czas w dzielnicach przeznaczonych do wygaszenia. Powiedziano mi, że to usuwanie duplikatów. Potem sprawdziłem statystyki. Były lepsze, bo przestaliśmy liczyć ludzi, którym nie odpowiedziano.
— Powiedziałeś im?
— Najpierw sobie powiedziałem, że nie mogłem wiedzieć.
Avena czekała.
— Teraz wiem — dodał. — To niewiele poprawia.
Nie zaproponowała mu przebaczenia. Nie była osobą, której je był winien.
Kiedy Kael zasnął nad terminalem, Avena wróciła do technicznych plików Riana. Potrzebowała zrozumieć, dlaczego w ogóle przetrwała. Dotychczas wszyscy traktowali działające laboratorium jak niezwykły fakt, po którym należy szybko przejść do następnego. Dla niej stanowiło ono jedyny dostępny ślad czyjejś troski, pracy albo uporczywego automatyzmu. Nie chciała mylić tych możliwości.
Znalazła dziennik utrzymania. Początkowo prowadziło go kilkunastu ludzi. Ich nazwiska znikały stopniowo, zastępowane kodami maszyn. Ostatnia ręczna naprawa pochodziła z 2196 roku. Ktoś wymienił zawór, wpisał zużycie części i dopisał prywatną uwagę: „Nie zamykajcie drogi do studni. Przyjdę po deszczach”.
Nie było następnego wpisu tej osoby.
Potem system wykonywał coraz skromniejsze zadania. Zrezygnował z ogrzewania pomieszczeń biurowych, następnie z filtracji części naziemnej. Gdy zabrakło elementów do robotów, jeden rozebrał drugi. Przez ostatnie lata większość energii zużywał na utrzymanie suchej komory oraz minimalnego obiegu w jej ciele.
Las na zewnątrz przetrwał bez specjalnego planu. Stare instalacje nawadniające sprzyjały wzrostowi, a drzewa zasłoniły ruiny. Grzybnia przerastała warstwy izolacji, czasem pomagając utrzymać wilgotność, czasem niszcząc przewody. Avena nie znalazła dowodu, że przyroda ją chroniła. Znalazła układ, w którym część procesów przypadkiem pozostawała zgodna z jej przetrwaniem.
Być może to powinno ją rozczarować.
Zamiast tego zainteresował ją zawór wymieniony w 2196 roku.
Szym wszedł po pusty kubek i zobaczył otwarty dziennik.
— Szukasz rodziny?
— Człowieka, który naprawił urządzenie. Mógł nie wiedzieć, że nadal tu jestem.
— Większość porządnych napraw robi się dla kogoś, kogo się nie zobaczy.
— Czy dlatego je robisz?
Szym wzruszył ramionami.
— Robię je, bo inaczej woda kapie mi na łóżko. Nie rób ze mnie pomnika.
Usiadł jednak i pomógł jej przeczytać niewyraźny dopisek. Rozpoznawał dawne oznaczenia ekip. Wskazał nazwę warsztatu, który mógł mieć następcę w mieście. Avena zapisała ją na liście spraw do sprawdzenia, tuż obok własnego pochodzenia.
Później wróciła do rejestru siedmiu inicjalizacji. Nie dopisała do pustych pól żadnych historii. Puste miejsca kusiły bardziej niż pełne: można było zmieścić w nich dowolną wersję siebie. Bohaterkę, więźniarkę, broń. Zostawiła je puste.
Była to pierwsza rzecz, której świadomie postanowiła o sobie nie wymyślać.

Komentarze
Prześlij komentarz