4. Instrukcja ocalenia
4 Instrukcja ocalenia
Voss nie lubił określenia „neutralizacja”. Podpisywał je codziennie, lecz nie lubił. Słowo zacierało różnicę między zablokowaniem nadajnika a przestrzeleniem człowieka.
— Kto jest w środku? — zapytał.
Oficer dyżurny rozwinął na stole obraz lasu. Mapa miała dziurę w miejscu, gdzie powinien znajdować się kompleks. Stare systemy maskowania nadal myliły pomiary, a drzewa utrudniały obserwację z góry.
— Dwoje podejrzanych o udział w siatce. Pracownica archiwum z dzieckiem. Możliwe inne osoby.
— Ranni?
— Jedna kobieta, postrzał podczas ucieczki.
Voss zmniejszył okno obrazu i otworzył kartę projektu AVENA. Przeczytał ją już przed laty, jako ciekawostkę szkoleniową: niezależny certyfikat rozjemczy, sprzętowy nośnik tożsamości, prawo uruchomienia procedur sprzed konsolidacji Meridianu. Większość oficerów uznawała te uprawnienia za legendę. On nigdy nie ufał martwym przepisom. Bywały bardziej wytrzymałe od żywych ludzi.
ŁAD rekomendował obserwację, ewakuację medyczną i negocjacje. Ryzyko nieodwracalnej utraty obiektu przy szturmie oceniał jako istotne.
— Nie pytam o obiekt. Pytam o dane z archiwum.
Na stole ukazała się nowa ocena. Możliwe ujawnienie powiązań pomiędzy wygaszeniem dzielnic a zmianami przydziału energii. Ryzyko niepokojów. Możliwe przerwy w pracy wodociągów.
Voss pamiętał inne przerwy. Czterdzieści trzy godziny bez energii, kiedy był młodym dowódcą eskorty. Dwa szpitale ewakuowano, trzeciego nie zdążono. Do dziś wiedział, jak pachnie korytarz, w którym wyłączono wentylację, a ludzie wciąż próbowali oddychać.
— Izolacja. Oddział wejdzie, kiedy potwierdzicie transport rannej. Bez ognia ciężkiego.
— A w razie oporu?
Voss spojrzał na chłopaka.
— Użycie broni wymaga identyfikacji celu. Dziecko nie jest celem. Proszę wpisać to dosłownie.
Wydał rozkaz, który uważał za umiarkowany. Nie zobaczył człowieka na końcu łańcucha, który dostał tylko informację o uzbrojonych sprawcach i nieznanym systemie bojowym. Nie zobaczył też, jak parametry ochrony oddziału zmieniły się automatycznie po pierwszym strzale Rhei.
W Splocie nie było już czasu na instrukcje.
Kael usiłował uruchomić tylną śluzę. Mechanizm miał zasilanie, ale korzenie uniosły prowadnicę. Rhea przenosiła Edę na platformę transportową. Nela dostała jedyne proste zadanie: trzymać się pasa matki i nie puszczać.
Avena stała przy mapie instalacji. Odczytywała ją dużo szybciej niż Kael, lecz mapa zawierała budynek sprzed stu lat. Musiała sprawdzać, gdzie rzeczywistość zdążyła jej zaprzeczyć.
Dostępne osłony nie były polami siłowymi. Były stalowymi roletami. Zakłócanie wymagało nadajników zamocowanych wzdłuż dachu. Dwa nie odpowiadały. Trzeci pobierał zbyt dużo prądu. Mogła wykorzystać czwarty, ale tylko przez kilka sekund, zanim uszkodzone chłodzenie wyłączy zabezpieczenie.
— Potrafisz ich zatrzymać? — spytała Rhea.
— Na krótko.
— Ile to znaczy?
— Nie wiem jeszcze, z jakich urządzeń korzystają.
Rhea zaklęła, lecz nie zażądała lepszej odpowiedzi.
Pierwszy dron przeleciał przez otwarty strop. Nie strzelał. Oświetlił Avenę i nakazał jej uklęknąć. Kiedy Rhea podniosła karabin, maszyna obróciła wieżyczkę. Rhea strzeliła pierwsza.
Kula uszkodziła kamerę. Dron nie spadł. Zaczął obracać się, szukając obrazu z drugiego czujnika.
Avena wsunęła dłoń do gniazda serwisowego. Złote linie pod skórą rozjaśniły się; były przewodami optycznymi i wskaźnikami obciążenia, ale w pyle wyglądały jak coś żywego.
Przez siedem sekund miała dostęp do trzech osłon, jednego nadajnika i starej suwnicy.
Nie widziała przyszłości. Widziała kilka możliwych następnych położeń przedmiotów. Wybrała ruch, który pozostawiał najwięcej miejsca ludziom.
Opuściła roletę przed żołnierzami. Uruchomiła zakłócanie. Dron stracił pozycjonowanie względem stacji bazowej i przeszedł na własne czujniki; uszkodzona kamera skorygowała przechył w złą stronę. Maszyna uderzyła w belkę.
Drugi dron wleciał niżej. Avena odłączyła się od gniazda, obróciła wokół kolumny i przesunęła ramię suwnicy ostatnim zapamiętanym poleceniem. Hak przeciął tor lotu. Nie trafił w maszynę. Wystarczył unik: dron znalazł się pod opadającą roletą.
Dla Rhei wyglądało to jak taniec. Dla Aveny było serią pomyłek, z których każda wymagała szybszej korekty.
Trzeci nadajnik zgasł. Wskaźnik temperatury jej rdzenia wzrósł.
— Teraz! — krzyknęła.
Kael wsunął łom pod śluzę. Rhea dołączyła, platforma z Edą ruszyła. Nela poszła za nią, lecz pasek torby zahaczył o odłamany uchwyt. Dziewczynka szarpnęła się odruchowo w przeciwną stronę.
W bocznych drzwiach pojawił się żołnierz.
Avena zobaczyła jednocześnie lufę, dziecko i obluzowaną belkę. Nie mogła wybrać działania dobrego dla wszystkich trzech.
Rzuciła się na Nelę. Osłoniła ją przed upadającym metalem i usłyszała pęknięcie we własnym barku. Żołnierz strzelił w sufit, próbując ominąć dziewczynkę, ale odruch ten niczego już nie naprawił. Belka uderzyła go w nogi.
Avena uniosła ciężar na tyle, żeby wypchnąć Nelę. Prąd popłynął przez uszkodzony obwód. System zaproponował awaryjne odcięcie kończyny. Odrzuciła je na dwie sekundy.
Dwie sekundy wystarczyły.
Potem przerwa.
Nie ciemność. Brak fragmentu, do którego można by przypisać ciemność.
Kiedy odzyskała stabilny obraz, ktoś ciągnął ją za kombinezon. Mężczyzna. Kael. To imię pochodziło z wcześniejszego, zatwierdzonego zapisu. Obok stała dziewczynka. Znała jej twarz z sali medycznej. Nie pamiętała, jak się nazywała.
— Trzymaj się mnie — powiedziała.
— Trzymam!
— Potrzebuję twojego imienia.
Dziewczynka podniosła wzrok. W tym spojrzeniu było coś, co Avena wolałaby umieć zmierzyć.
— Nela. Przecież mówiłam.
Avena sprawdziła bufor. Ostatnie dwadzieścia trzy minuty nie zostały zapisane. Awaria nie wyrwała wspomnień przypadkowo. Zabrała wszystko, co jeszcze czekało na utrwalenie: rozmowę o sroce, kroplę, początek walki.
Zachowała jej skutki.
— Powiesz mi jeszcze raz — powiedziała. — Później.
Rhea dopchnęła platformę do śluzy. Kael odwrócił się, licząc ludzi. Miał już zamknąć drzwi, kiedy z korytarza dobiegł głos.
— Pomocy.
Żołnierz pod belką nie krzyczał. Na krzyk zabrakło mu powietrza.
Avena zatrzymała Kaela dłonią.


Komentarze
Prześlij komentarz