2. Las nieobecny
2 Las nieobecny
Kael zgubił pościg na osiem minut.
Tyle dał mu dawny kod bramy odpadowej, potem ślepy odcinek kanału i pociąg, który przejechał pomiędzy nimi a dronami. Dziewiąta minuta zaczęła się od czerwonego światełka ponad dachami przedmieścia.
— Nie do domu — powiedziała Rhea.
Nie chodziło o dom Edy. Chodziło o osadę, którą nazywali Suchym Brzegiem, chociaż wiosną woda wchodziła do piwnic. Kael skinął głową i zmienił trasę. Nela przestała już pytać, dokąd idą. To martwiło go bardziej niż wcześniejsze pytania.
Na opuszczonej stacji towarowej położyli Edę na starej ławce. Rhea przecięła materiał przy ranie. Opatrunek, który nałożyła w kanale, nasiąkł niemal całkowicie.
— Nie wyciągaj — powiedział Kael, widząc szczypce.
— Przytrzymuję tkaninę. Jeśli chcesz pomóc, znajdź transport.
Była sanitariuszką, zanim została kimś, do kogo strzelano. On przed odejściem z Meridianu naprawiał automatykę. Oboje mieli więc kwalifikacje do wykonywania niewielkiej części rzeczy, których wymagał od nich ten wieczór.
Pociągi na stacji od dawna nie jeździły. Kael znalazł wózek do transportu baterii. Jedno koło miało spłaszczony bieżnik. Każdy obrót kończył się stuknięciem, którego po dwóch minutach zaczął nienawidzić.
— Mama śpi? — zapytała Nela.
— Oszczędza siły — odpowiedziała Rhea.
— To znaczy, że nie?
Rhea uklękła przy dziewczynce.
— To znaczy, że jest bardzo chora. Potrzebuje sprzętu, którego tu nie mamy.
Nela popatrzyła na matkę, jakby czekała, aż ta sprostuje przesadę dorosłej. Eda poruszyła palcami. Dziewczynka natychmiast je schwyciła.
Za stacją zaczynał się pas drzew. Na mapie Kaela widniał tam obszar szkód chemicznych. Żadnych obiektów, dróg ani dostępu do wody. Tymczasem pomiędzy pniami rosły paprocie, a w ciemności świeciły owocniki grzybów. Niewiele, ledwie dość, żeby dostrzec skraj ścieżki.
Kael otworzył drugą mapę, starszą o sześćdziesiąt lat. Przechowywał ją, bo nowe plany zwykle pomijały urządzenia, których nikt nie chciał konserwować. Pod zieloną plamą pokazała się cienka szara kreska. Przewód ciepłowniczy. Prowadził donikąd.
— Jest tu wymiennik albo studnia techniczna — powiedział. — Może zasilanie. Schowamy się pod ziemią.
— Nie potrzebujemy dziury. Potrzebujemy lekarza.
— Masz lekarza?
Rhea zacisnęła szczękę. Pozwoliła mu poprowadzić wózek między drzewa.
Dron wleciał za nimi i natychmiast zwolnił. Jego reflektor przesunął się po korze, po czym zgasł na sekundę. Maszyna poprawiła kurs. Nie runęła. Nie stał się żaden cud. Po prostu musiała poszukać innego pasma łączności, a oni zyskali kilkadziesiąt metrów.
Kael dotknął włókna wystającego z pnia. Kora obrosła stary przewód, nie odwrotnie. Technologia była tu wcześniej niż drzewa. Przypomniał sobie zdjęcia eksperymentalnych izolacji: korzenie i grzybnia utrzymywały wilgotność, elastyczne osłony chroniły przewody, biologiczne wskaźniki zmieniały kolor przy uszkodzeniach. Materiały reklamowe sprzed stulecia obiecywały budynki, które będą się goić.
Ten chyba wolał zarosnąć.
Wejście znaleźli po odpływie. Ciepła woda sączyła się spod korzeni, niosąc rdzawy osad. Rhea odcięła pnącza, Kael podważył panel. Mechaniczna klamka tkwiła za szybką oznaczoną zielonym krzyżem. Zbił szybę kamieniem.
— Bardzo zaawansowane — mruknęła Rhea.
— Działa po stu latach.
Drzwi ustąpiły dopiero przy trzecim szarpnięciu.
Na tablicy wewnątrz widniało słowo SPLOT. Poniżej: STACJA TERENOWA. SYSTEMY AUTONOMICZNE. WODA TECHNICZNA NIEZDATNA DO PICIA.
To ostatnie uspokoiło Kaela bardziej niż pozostałe napisy. Miejsca budowane wyłącznie do zabijania ludzi rzadko ostrzegały ich przed kranem.
W środku było zimno. Rosły tu drzewa, ale tylko w części, której strop się zapadł. Głębsze korytarze odcięto śluzami. Z sufitu zwisały woreczki pochłaniaczy wilgoci, kruche od wieku. Podłoga przed jedną ze śluz nosiła ślady niedawnego sprzątania.
Kael przyklęknął.
— Niedawnego? — zapytała Rhea.
— Może wczoraj. Może trzy lata temu. Nie wiem.
W ściennej wnęce znaleźli robota porządkowego. Leżał na boku, z gałązką zaklinowaną w kole. Na obudowie wyrósł grzyb. Nela usunęła patyk, zanim ktoś zdążył ją powstrzymać. Robot szarpnął się, ruszył pół metra i zamarł ponownie.
— Proszę — szepnęła do niego. — Chociaż ty.
Kael odnalazł izbę medyczną za drzwiami bez klamki. Zamek otworzył się po obróceniu dźwigni awaryjnej. Wewnątrz panowała suchość tak zupełna, że skóra na dłoniach natychmiast zaczęła go swędzieć.
Łóżko było zamknięte osłoną. Obok stały pakiety narzędzi i szafa, której wskaźnik próżni zachował zielony kolor. Aparat nie miał żadnych użytecznych leków po tylu latach, ale posiadał obrazowanie, sterylizację termiczną i manipulator chirurgiczny. Rhea miała środki przeciwbólowe, płyn i opatrunki. Mogło wystarczyć.
Nie było prądu.
Kael poszedł za przewodem do rozdzielni. Mały ekran działał z osobnej baterii. Przeczytał trzy razy instrukcję, żeby nie pomylić życzenia z tym, co rzeczywiście napisano.
Głębokie odwierty nadal dostarczały ciepło. Automatyczny obieg pracował na najniższym poziomie, podtrzymując suchą komorę i centralny magazyn. Sala zabiegowa wymagała uruchomienia całej sekcji, wraz z głównym układem sterującym.
— Jaki układ? — zapytała Rhea.
— Nie podaje.
— A połączenie z zewnątrz?
Na schemacie antena była przekreślona. Kael sprawdził gniazdo radiowe: odłączone fizycznie. Odetchnął, lecz ulga minęła, kiedy zauważył dodatkowe włókno prowadzące do gruntu. Magistrala serwisowa. Bez planu nie mógł wiedzieć, dokąd biegnie.
— Nie umiem zagwarantować, że nas nie wykryją.
Rhea spojrzała w stronę sali. Eda wydawała krótkie, nierówne dźwięki. Nela liczyła je pod nosem, jakby mogła w ten sposób dopilnować następnego.
— Jeśli uruchomimy, będziemy musieli ją przenieść — powiedziała Rhea.
— Jeśli nie uruchomimy, nie będzie kogo przenosić.
Nie nacisnął przycisku, dopóki nie skinęła głową.
Światła włączyły się bez dramatycznego błysku. Najpierw jedno nad rozdzielnią. Potem zielony wskaźnik w korytarzu. Gdzieś zaczął pracować wentylator, który po dwóch obrotach złamał własną łopatkę.
Na ekranie przesunął się komunikat: INICJALIZACJA 008.
Kael pomyślał, że to numer portu.
W sali za suchą śluzą kobieta otworzyła oczy.

Komentarze
Prześlij komentarz