12. Dwanaście godzin

 


12 Dwanaście godzin

Wieża audytowa nie wyglądała jak miejsce, w którym można zmienić los regionu. Była niskim, szerokim budynkiem z masztem, zbiornikiem na deszczówkę i tabliczką zabraniającą parkowania przy wjeździe. Ktoś dawno temu domalował do zakazu dwa koła i uczynił z niego twarz.

Avena zobaczyła ją w świetle latarki.

— To wasze? — zapytała.

— Starsze ode mnie — powiedział Kael.

Wolała tę odpowiedź od wyjaśnienia symbolu. Świat zawierał dowcipy, których autorzy zdążyli umrzeć, a które nadal wykonywały swoją małą pracę.

Do środka weszli przez otwór po wentylatorze. Rhea została na zewnątrz, sprawdzając drogę odwrotu. Kael zdjął z terminala pokrowiec z tak starego tworzywa, że rozpadł się przy dotknięciu.

Avena przyłożyła dłoń do czytnika.

Brama zażądała pełnego testu tożsamości. Potrzebowała kilku minut, aby porównać fizyczne właściwości certyfikatu z ostatnim zapisem. Kael w tym czasie podłączył zasilanie awaryjne. Nie liczył na baterie, które przeleżały dziesięciolecia. Przywieźli własne.

— Jeśli uderzą w maszt, mamy kabel — powiedział. — Jeśli przetną kabel, mamy linię w kanale. Jeśli rozwalą samą bramę…

— Nie mamy bramy — dokończyła Avena.

— Uczysz się fachowego języka.

Uśmiechnęła się, tym razem rozpoznając początek gestu.

O pierwszej pięćdziesiąt jeden Mira zameldowała gotowość. Doma jeszcze nie odpowiadała. Eda była w drodze do miejskiego węzła. Przejazd przez kontrolę trwał dłużej, niż zakładali.

Avena nie mogła rozpocząć bez trzeciego potwierdzenia. Rozważyła fałszywy podpis, lecz nie miała odpowiedniego klucza; ważniejsze było to, że sfabrykowanie zgody zniszczyłoby sens całej operacji, nawet gdyby technicznie się udało.

O pierwszej pięćdziesiąt osiem usłyszeli głos Edy.

— Jesteśmy. Nie zaczynajcie ode mnie gratulacji. Doma właśnie tłumaczy ochronie, że nie wolno jej przerwać przyjmowania pacjentów.

— Możesz potwierdzić dokument? — zapytał Kael.

— Już.

Trzeci punkt zaświecił się na ekranie. Avena zobaczyła pełny wniosek: zagrożenie zbiorowym ograniczeniem podstawowych świadczeń w odpowiedzi na ujawnienie nadużycia. Podstawa, autor rozkazu, zakres poszkodowanych. Żadnego żądania obalenia Meridianu. Konkretny spór, który dało się rozpatrzyć.

Potwierdziła.

Przez moment nic się nie wydarzyło.

Potem na ekranie pojawiło się dwanaście godzin.

W stacji Miry zlecenie obniżenia ciśnienia otrzymało status WSTRZYMANE. W węźle medycznym Doma zobaczyła odblokowane przydziały tlenu i transportu. W Suchym Brzegu ktoś krzyknął, że pompy nadal pracują.

Avena chciała zapisać wszystkie te głosy. Nie miała do nich bezpośredniego dostępu. Musiała uwierzyć ludziom, którzy relacjonowali wydarzenia.

Było to bardziej niepokojące, niż przewidywała.

W centrum dowodzenia Voss dostał alarm z czerwonym obramowaniem. Procedura audytu wymagała zachowania świadków i zakazywała użycia autonomicznej broni przeciw oznaczonym punktom. Nie zatrzymywała jednak jego oddziałów ani decyzji podejmowanych przez ludzi.

Mógł wystąpić o uchylenie blokady. Potrzebował podpisu zarządu i uzasadnienia, które trafiłoby do tego samego archiwum.

Zadzwonił do przełożonego. Na odpowiedź czekał cztery minuty. Usłyszał polecenie zabezpieczenia sytuacji i żadnej deklaracji, że ktoś podpisze się razem z nim.

Wyłączył połączenie.

— Oddział do wieży. Zatrzymać uczestników. Nie niszczyć bramy.

— Autonomiczne wsparcie odrzuca cele — zameldował oficer.

— Wiem. Ludzie nadal potrafią chodzić.

O trzeciej jedenaście Rhea zobaczyła światła na drodze.

Nie miała sił wystarczających do obrony budynku. Miała dwóch ochotników na skraju lasu, kilka czujników i plan opóźniania. Zablokowali dojazd przewróconym kontenerem, który zatrzymał transporter na dziewięć minut. Potem żołnierze poszli pieszo.

Kael pracował przy rozdzielni. Ratyfikacja wymagała więcej niż trzech kliknięć. Operatorzy musieli sprawdzić, czy ich instalacje rzeczywiście utrzymają parametry po zmianie nadrzędnych uprawnień. Odbiorcy wybierali tymczasowych przedstawicieli. Doma zbierała personel nocnej zmiany i opiekunów pacjentów. Mira musiała przekonać człowieka, który bał się utraty emerytury bardziej niż Rhea utraty życia.

— On ma prawo się bać — powiedziała Eda, kiedy Kael zaczął się niecierpliwić.

Avena powtórzyła to w pamięci. Ludzie nie stawali się przeszkodami tylko dlatego, że zegar wskazywał mało czasu.

Pierwszy strzał trafił w reflektor przy wejściu. Rhea odpowiedziała, celując w koło małego robota zwiadowczego. Nie był uzbrojony, ale mógł doprowadzić oddział prosto do sali bramy.

W środku zgasło światło. Baterie przejęły obciążenie.

— Nie ruszaj się — powiedział Kael do Aveny. — Twoje połączenie musi pozostać stabilne.

Nie mogła wyjść i odtworzyć walki ze Splotu. Nie miała lokalnej sieci obronnej ani sprawnego ramienia. Zostało jej słuchanie odgłosów, które przenikały przez ściany, i pytanie co minutę, czy Rhea nadal odpowiada.

Wtedy na kanale służbowym pojawiła się transmisja z pojazdu medycznego.

— Tu Dast. Mam rozkaz odbioru rannych. Potrzebuję potwierdzenia, że przejście zachodnie jest bezpieczne.

Rhea spojrzała na nazwisko. Ten sam żołnierz.

— Wysyłają cię znowu? — zapytała.

— Siedzę. Nie biegam. Brakuje ludzi do obsługi transportów.

W jego głosie było zmęczenie i środek przeciwbólowy, nie objawienie moralne.

— Masz broń? — spytała.

— Kierowca ma. Ja nie.

Avena poprosiła o połączenie. Iren nie podziękował od razu. Zapytał, czy w budynku są dzieci.

— Nie — odpowiedziała.

— W rozkazie piszą o nieustalonej liczbie zakładników.

— Możesz zarejestrować, co widzisz.

Rhea wpuściła pojazd do zachodniej wnęki, osłaniając go przed obu stronami. Iren obejrzał wnętrze przez kamerę. Zobaczył technika, androida przy terminalu i zakrwawioną dłoń jednego z ochotników. Nie zobaczył zakładników.

Przesłał raport własnym kanałem. Nie stał się rebeliantem. Zrobił rzecz mniejszą i w tej chwili trudniejszą: odmówił potwierdzenia informacji, której nie potwierdzały jego oczy.

Voss przeczytał raport. Nakazał ewakuację rannego, ale szturmu nie odwołał.

O czwartej osiemnaście żołnierze dotarli do bocznej ściany. Rhea cofnęła się do środka. Jeden z ochotników nie zdążył. Pocisk trafił go pod obojczykiem. To był Olek z warsztatu. Jeszcze wieczorem przypominał Kaelowi o radiu.

Iren wciągnął go do pojazdu medycznego, mimo bólu własnej nogi.

Olek zmarł dwadzieścia minut później.

Wieść dotarła do bramy, kiedy Avena odczytywała wynik testu pomp. Nie pojawił się żaden dźwięk, który oznaczałby, że świat powinien zatrzymać się na chwilę. Zegar nadal odejmował sekundy.

— Zapisz jego nazwisko — powiedziała Rhea.

— Zapisałam.

— Nie jako koszt.

Avena usunęła etykietę, którą system zaproponował automatycznie.

Komentarze